SKAŻONY ŚWINOUJŚCIEM – CZYLI 50 LAT WSPOMNIEŃ….

SKAŻONY ŚWINOUJŚCIEM – CZYLI 50 LAT WSPOMNIEŃ….

Kiedy byłem małym chłopcem niemal co roku wakacje letnie spędzałem w Świnoujściu. Spaliśmy w kultowym Wisusie,bo mama i ciocia pracowały w ruchu studenckim. Do dziś pamiętam wycieczki brzegiem morza do granicy, wiatraka i desery lodowe w kawiarni ,,Uśmiech”. Jak i pierwszy zagraniczny wypad do Ahlbecku, gdzie sklep z kolorowymi zabawkami wrył się w pamięć na zawsze. Zresztą ten sklep przetrwał ustrojową przemianę i funkcjonuje do dziś, w tym samym miejscu. A gdy pogoda była kapryśna, uwielbiałem po kilka razy przeprawiać się promem, podziwiać zbiory w muzeum rybołówstwa, oraz w unikatowe okazy ryb w lodowej komorze przetwórni ,,Odra”. Patrząc z plaży na wpływające i wypływające olbrzymie promy skrywałem w sobie marzenia aby kiedyś popłynąć w taki rejs, takim pływającym kolosem.

Gdy już byłem uczniem szkoły średniej też co roku odwiedzaliśmy Wisusa. Oj na pierwszych zbiorowych projekcjach video, właśnie w Wisusie prezentowano,dziś już kultowe filmy amerykańskie -,,Blaszany bębenek”, jak i,,Lody na patyku”.a po 22…erotyczny ,,Emannuel”. Swoją ,,osiemnastkę” postanowiłem spędzić nietypowo……i gdzie…? W Świnoujściu i okolicy. Spakowałem plecak i na komunijnym składaku marki Sokół przybyłem do miasta 44 wysp. Efektem kilkudniowego trampingu po Zalewie Szczecińskim,było kilka wezwań, na ówczesne MO. No bo w roku 1982 nie odbierano mnie jako turystę tylko potencjalnego uciekiniera. W tym samym roku, najbliższy przyjaciel płynął odwiedzić swoją rodzinę w Szwecji. Niestety spóźnił się na prom osobowy do Ystad i za specjalną zgodą popłynął promem towarowym. Moim zadaniem, w czasach gdy nie było komórek i internetu było powiadomienie jego rodziny o zastosowanym rozwiązaniu. Pomocy udzielono mi ( była to niedziela}w hotelu ,,Rybak” skąd nieodpłatnie skontaktowano mnie z Ystad,gdzie czekała rodzina mojego przyjaciela.

Kolejnym następstwem dorosłości było założenie rodziny. A jak rodzina to i, dzidziusie, no i z maleństwami znów do Świnoujścia. Ale już nie do Wisusa, który już nie funkcjonował. Z dziećmi te same wycieczki po tych samych miejscach.

Już nie składakiem tylko na góralu ,z dziećmi w wiklinowym koszyku a z czasem na plastikowym, przerobionym krzesełku z poduszką maskującą śruby.

Ale już nie było,,Uśmiechu”, ,,Odry” i granicznych płotów… A po,,Rybaku” w sercu miasta pozostała wyrwa w ziemi. No i tak się przyjęło, że na tyle nadmorskich miejscowości oczywiście wypoczywaliśmy rodzinnie w Świnoujściu.

Z czasem stałem się pracownikiem dużej polskiej korporacji,gdzie poza obowiązkami zawodowymi, w czasie wolnym promuje i popularyzuję turystykę rowerową. Rajdów i wypraw w ciągu 18 lat pracy zorganizowałem wiele. Kilka z nich oczywiście było powiązanych ze Świnoujściem. Gdy niemal wszyscy co na rowerze ruszają wzdłuż Bałtyku startują ze Świnoujścia. Ja wyprawę kończyłem w Świnoujściu,tylko dlatego aby raczyć się sukcesem w mieście w którym od dzieciństwa stopniowo się zakochiwałem. Dwie eskapady na Bornholm, i do Kopenhagi też kończyły się zwiedzaniem ukochanego skrawka wybrzeża wraz z krótkim niemieckim epizodem. No i spełniło się marzenie z dzieciństwa, aby popłynąć kiedyś

takim dużym promem. A jako grupa zorganizowana w jednolitych strojach PŻB zafundowała nam specjalną niespodziankę w postaci zwiedzania z przewodnikiem całego promu. Rewelka.

Postanowiłem też z korporacyjnym teamem rowerowym zwiedzić dosadniej całą wyspę Uznam. Spaliśmy wtedy w hotelu ,,Bryza” skąd wyruszaliśmy na niemieckie i polskie szlaki.

W czasie jednej z takich wycieczek, zupełnie przypadkowo poznałem mieszkańca Świnoujścia, (Roman Maserak )totalnego pasjonata dwóch kółek który poświęcił nam kilka dni byśmy poznali to,gdzie nie prowadzą ścieżki i przewodniki. Zrodziła się przyjaźń która trwa do dziś. Przy okazji pozdrowienia dla nieocenionego Romana… Relacje z tych rowerowych eskapad były zamieszczane w Waszych lokalnych mediach.

Wydział Promocji miasta zawsze wspomagał moje rowerowe inicjatywy które organizowałem, wyposażając zawsze uczestników w stosowne foldery reklamowe i upominki.

Za każdym gdy wracam w TE strony, z żalem spoglądałem na niszczejącego Wisusa, na tle wyremontowanych pensjonatów. Bo on skrywa część mojego dzieciństwa.

Czytaj dalej …


Pages: 1 2